fbpx
Białe szaleństwo, czyli gdzie na narty w Europie?

Białe szaleństwo, czyli gdzie na narty w Europie?

Wstęp o duperalach

Zima zbliża się wielkimi krokami, a co za tym idzie sezon narciarski. Mnie w tym roku niestety ominie, ale wierze, że przyjdzie taki dzień kiedy ośnieżone Alpy będę mieć w zasięgu krótkiego lotu i na narty będę mogła iść zawsze, kiedy przyjdzie ochota.smile

Na nartach jeżdżę od 5 roku życia. Jest to moja największa pasja, zaraz po podróżowaniu. Właściwie postawiłabym je na równi smile Narciarstwo (i żeglarstwo) to jeden z tych sportów, do którego rodzice nie musieli mnie zmuszać, i z którym wiąże się wiele cudownych historii.

W Zakopanem, na Kalatówkach stawiałam „pierwsze kroki” i to tam po raz pierwszy ktoś mi się oświadczył tongue-out

Było to bodajże w 95′ lub 96′. Oboje mieliśmy po 5 czy 6 lat. Zimowe wakacje spędzaliśmy razem, na Kalatówkach właśnie. Jeździliśmy na nartach i graliśmy w ping ponga. Któregoś dnia rudowłosy chłopiec powiedział, że kiedyś będę jego żoną. Moja reakcja: uciekłam z płaczem tongue-out Nikt nie chce słyszeć takich rzeczy w wieku 6 lat tongue-outlaughingZ jakiegoś powodu jest to jedna z tych śmiesznych, rodzinnych historyjek, które przytacza się z okazji Świąt Bożego Narodzenia lub urodzin. Zabawne, że kilka lat później, będąc nastolatką myślałam, że może to nawet nie taki głupi pomysł. Lubiłam tego chłopca, do teraz jesteśmy znajomymi. Choć już bardziej w wersji online. Niemniej kubeł zimnej wody spadł na mnie szybciej niż mogłam przypuszczać. Po ok. 10 latach, kolega stwierdził, że lubi bardziej moją siostrę niż mnie tongue-out W tamtym momencie nie zdawałam sobie sprawy, że usłyszę to jeszcze przynajmniej kilka razy w życiu tongue-out Ale tego pierwszego chłopca było mi najbardziej szkoda laughing haha

Pamiętam, że „śpiewał” mi piosenkę bardzo łamanym angielskim. Po latach udało mi się tę piosenkę znaleźć. Nie wiem jakim cudem tongue-out Teraz, za każdym razem kiedy słyszę „Big big world” by Emila  wspominam tego rudowłosego chłopca z Kalatówek.

Najlepsze* resorty narciarskie w Europie

*moim zdaniem

Poniżej prezentuję listę najlepszych, moim zdaniem resortów narciarskich w Europie. Znajdziecie poniżej informacje o cenach skipassów, przydatne linki, krótkie opisy każdego z resortów, plusy i minusy. Moim numerem jeden jest Sella Ronda we Włoszech. Niemniej jednak starałam się wybrać jeszcze kilka innych miejsc. Niemniej jednak, lista odwiedzonych miejscówek jest długa, więc jeśli masz pytania o jakieś konkretne miejsce to pisz śmiało. Być może będę w stanie ci pomóc. 

ITALY – SELLA RONDA

Sella Ronda to właściwie cały region w Dolomitach. W skład, którego wchodzą takie miasta jak Canazei, Cal di Fassa, Arabba, Val Gardena, Alta Badia. Każdy kto choć trochę jeździ z pewnością słyszał o tych miastach. Wszystkie te miasta połączone są siecią wyciągów.

UWAGA! 1200 km tras!

Dokładnie tak. A jeździ się wokół masywu Gruppo Sella i aby zrobić całą pętlę potrzeba ok 6h, dla wprawnego narciarza. Jest więc gdzie jedźcie.

Przydatne info:

Najlepszy termin: koniec lutego/początek marca (dni są dłuższe, pogoda słoneczna, ceny skipassów dużo tańsze).

Najlepsza miejscówka: dla mnie: Campitello – cudowne, małe miasteczko z typową, włoską architekturą, dobrymi restauracjami i co najważniejsze kolejką Col Rodella, która zabierze cię na sam początek tras zjazdowych.

RADA: Nie każda miejscowość położona blisko Sella Ronda ma bezpośrednią kolejkę linową, która zabierze cię na trasy. Polecane miejscowości, bez potrzeby dodatkowego transportu to: Campitello, Canazei, Arabba, Val Gardena, Alta Badia. 

Dojazd: autem ok. 15h, nejlepiej zrobić nocny przejazd, czyli wyjazd ok 3,4 rano, tak żeby dojechać na późne popołudnie. 

Najlepsza pizza Calzone: Pizzeria Ristorante a Canazei L’Ostaria Da Besic 

Nocleg: najkorzystniej wychodzą prywatne kwatery, czyli tzw apartamenty. Wynajmuje się całe mieszkanie, bez wyżywienia ale z kuchnią. Ceny są bardzo konkurencje i właściwie zbliżone do cen w polskich hotelach w sezonie. Jak szukać takich okazji? Obecnie popularne jest airbnb, ale ja polecam też staromodną metodę – czyli kontakt z miejscową informacją turystyczną i krótki mail z prośbą o listę prywatnych kwater na x osób, w x terminie. Ja tak znajduję bardzo ciekawe okazje.

Drink: Bombardino – omg najlepsze na Świecie. Szczególnie na jednym z tych restauracyjnych tarasów, na stoku, w pełnym słońcu. Bombardino to Brendy + Advocaat + śmietanka, podawane na ciepło.

FRANCE – RISOUL

Risoul to resort położony wysoki we francuskich alpach. Kilka hoteli, sklepów i przepiękne widoki. Słoneczna pogoda niemal gwarantowana.

+ bardzo dobre warunki (trasy, wyciągi, restauracje),

+ pogoda, w marcu codziennie świeciło Słońce. UWAGA! Używaj kremu z filtrem. Koleżanka skończyła z poparzeniami 3 stopnia, i to już pierwszego dnia.

wysokość nad poziomem morza – hotele są na prawie 2000 m npm, co dla osób z chorobami serca może być dość niekomfortowe, a nawet niebezpieczne. Dla mnie było to 2 dni krwotoków z nosa i koszmarnej migreny z utratą przytomności.  Więc jeśli twoje serce jest słabe lepiej wybierz resort położony nieco niżej.

dojazd – samochodem to dobre 21h jazdy, lub dwa dni z noclegiem; autokarem 24h, ale był to mój największy koszmar i nigdy więcej bym tego nie zrobiła.

-/+ Ceny – dla mnie dość drogo, ale jak wiadomo, cena to pojęcie względne i to co dla mnie jest drogie, dla ciebie może okazać się tanie.

Warto sprawdzić poniższe linki:

Risoul official page

Ceny Skipass’ów 

 

Zell am See & Kaprun – Austria

 

Jeśli Włochy czy Francja to trochę za daleko to polecam Zell am See w Austrii. Jest to sporej wielkości resort narciarki, z dobrze przygotowanymi stokami, nowoczesnymi wyciągami i dość dobrym zapleczem restauracyjno-hotelowym. Największą różnicą między Włochami, a Austrią jest cena. Austria, w mojej opinii jest droższa. Jest za to bliżej niż Sella Ronda.

Ilość tras jest jednak mniejsza niż na Sella Rondzie. Są niemniej dobrze przygotowane. Co do pogody, to może być kapryśna. Z kilku wyjazdów do Austrii, wszystkie wspominam raczej z kiepską pogodą (styczeń/luty), ale być może to przypadek.

 

+ Odległość – relatywnie blisko, dobry dojazd autostradami przez Niemcy.

+ Ceny – konkurencyjne do polskich resortów

+ 408 km tras plus jazda na lodowcu Kitzsteinhorn, gdzie właściwie zawsze jest śnieg. 

– Pogoda – często kapryśna w początkach roku, marzec często słoneczny, ale ryzyko rozmokniętego śniegu pod koniec dnia. Choć przy obecnych zmianach klimatu to ciężko cokolwiek powiedzieć.

 

Strona Ski resortu – Zell am See

 

Miejsc na zimowe szusowanie w Europie jest sporo. Również w Polsce mamy kilka ciekawych opcji.

Wymienione powyżej to tylko jedne z wielu resortów narciarskich. Osobiście moje ulubione miejsca. Ale jak macie jakieś ciekawe miejscówki to dawajcie w komentarzach wink

Jeśli chcesz się wybrać na narty w Europie (lub Nowej Zelandii), a nie wiesz jak się za to zabrać, napisz!

Chętnie pomogę Ci w organizacji wyjazdu smile

Praga alternatywnie

Praga alternatywnie

Praga

Praga uznawana jest za najpiękniejszą stolicę europejską. Hradczany pełne przepychu, piękna architektura, urocze wąskie uliczki na Mala Strana i wyjątkowa wyspa Kampa przyciągają turystów do Złotego Miasta.

Jednak odwiedzając Pragę można znaleźć tutaj coś więcej, mianowicie sztukę współczesną. Do stolicy Czech zjeżdżają wielbiciele Davida Černego, artysty znanego z kontrowersyjnych rzeźb umieszczanych w przestrzeni publicznej.

Jedną z najbardziej znanych jest Sikający zlokalizowana na Malá Strana obok Muzeum Franza Kafki.  Rzeźba przedstawia dwóch postawnych mężczyzn stojących naprzeciw siebie i oddających mocz do zbiornika w kształcie Czech. Co ciekawe oglądający mogą mieć wpływ na to jak sikają Panowie z brązu, bowiem ich penisy są ruchome, a strumień wody może być kierowany przez widzów za pomocą SMS-ów. Równie zaskakująca co forma pomnika jest intencja jego powstania. Artysta w ten niekonwencjonalny sposób uczcił wejście Czech do Unii Europejskiej. Według niego oddawanie moczu przynosi przyjemność, podobnie jak wejście do Unii przyniosło radość narodowi czeskiemu. Jedno jest pewne skojarzenie Černego pozwoliło zaistnieć prawdopodobnie najbardziej oryginalnej ,,fontannie” w tym kraju.

O tym, że Czesi podchodzą do kwestii historii i symboli narodowych z pewną dozą dystansu świadczy kolejne dzieło Koń w Pałacu Lucerna przy Placu Wacława. Jest to parodia konnego pomnika patrona Czech – św. Wacława autorstwa Josefa Václava Myslbeka. W wersji Černego św. Wacław siedzi na zdechłym koniu, który zwisa ze sklepienia brzuchem do góry. Przedstawienie jest o tyle komiczne, że postać świętego siedząca na brzuchu konia zachowała postawę i powagę jak w oryginale. Warto udać się najpierw na Plac Wacława, gdzie mieści się pomnik konny, by później skonfrontować się z wizją Černego.

Artysta zrealizował również kilka rzeźb raczkujących niemowląt, które wkradły się w przestrzeń publiczną na wyspie Kampa oraz wieży telewizyjnej  Žižkov.

Nieco trudniej dotrzeć do ,,nogotyłków” mieszczących się w ogrodzie Galerii Futura w dzielnicy Smichov. Oryginalna nazwa brzmi Brownnosers, od angielskiego słowa brown nose, czyli wazeliniarz. Instalacja to gigantycznych rozmiarów dwie pary nóg z wypiętym tyłkiem, do którego można zajrzeć wchodząc po drabinie.  W odbycie znajduje się niewielki ekran, na którym wyświetlany powinien być film przedstawiający prezydenta Václava Klausa, który karmi kaszą ówczesnego szefa Galerii Narodowej Milana Knížáka przy dźwiękach piosenki „We Are The Champions” zespołu Queen.  W  drugim tyłku Panowie zamienili się rolami. Niestety nie było mi dane obejrzeć tego materiału, wyświetlacze były nieczynne, ale może Wam się uda!

W tej samej dzielnicy znajduje się Galeria MeetFactory założona przez samego Artystę. Elewację budynku zdobi instalacja Mięso przedstawiająca dwa samochody nabite na rzeźnicki hak. Zastanawia Was pomysł na instalację? Myślę, że Cerny zabawił się tutaj językiem angielskim. MeetFactory można tłumaczyć jako fabryka spotkań, jednak wymowa angielskiego słowa meet-spotkanie brzmi tak samo jak słowa meat-mięso.

Do innych ciekawych instalacji należą Pistolety wiszące na Starym Mieście w podwórzu kamienicy, w której mieści się galeria sztuki Artbanka oraz Wisielec, czyli wisząca figura Zygmunta Freuda na skrzyżowaniu ulic Husova i Skořepka (w pobliżu Starego Miasta). Za niemiecką ambasadą natomiast widać  kopię rzeźby Quo vadis –trabant stojący na czterech nogach. Upamiętnia obywateli NRD, którzy ubiegali się tutaj o azyl polityczny do Niemiec Zachodnich.  Wielu uciekając porzuciło w Pradze swoje trabanty, które były popularnymi wówczas samochodami.

Temat społeczeństwa czeskiego, jego  kultury i religii został bardzo fajnie opisany w książce ,,Zróbmy sobie raj” Mariusza Szczygła. Autor naszkicował również sylwetki kilku artystów w tym Davida Černego. Pozycja jest na pewno godna polecenia dla osób które wybierają się do Czech.

Ukraina – Tarnopol

Ukraina – Tarnopol

We wrześniu 2016 roku, wraz z grupą studentów UKSW pojechałam na Ukrainę, do Tarnopola inwentaryzować stare, polskie nagrobki. Pakując walizkę miałam trochę mieszane uczucia. Z jednej strony bardzo chciałam jechać, bo nigdy wcześniej nie byłam w tych stronach. Z drugiej strony odczuwałam pewien niepokój spowodowany sytuacją polityczną tego regionu. Ukraina jest przecież w stanie wojny z Rosją. A wojna to po prostu wojna – w takiej sytuacji wszystko może się zdarzyć.

Po przyjeździe i zakwaterowaniu w hotelu udaliśmy się na spacer po mieście i na spotkanie z miejscową Polonią.

Klimat Tarnopola

Niedzielne popołudnie w Tarnopolu było upalne, kolorowe, i zupełnie nie odpowiadało mojemu wyobrażeniu wojny. Po ulicach spokojnie spacerowali ludzie. Na placu, przed Teatrem odbywał się jakiś festyn z występami dziecięcych zespołów wokalnych. Ze straganów sprzedawano zabawki i balony. Wokół fontanny, na ławkach odpoczywali mieszkańcy miasta, biegały dzieci. W ogródkach okolicznych restauracji siedzieli spokojnie klienci oczekujący na wybrane dania.  Wydawać by się mogło – zwyczajne życie. Optymizmem napawa fakt, że w mieście, pomimo wojny, ciągle prowadzone są inwestycje budowlane. Buduje się zarówno domy mieszkalne, jak i drogi. Nad tarnopolskim stawem remontowany jest bulwar, po którym tego dnia tłumnie spacerowali mieszkańcy i turyści. To powoduje wrażenie, że wojna jest na Ukrainie zjawiskiem regionalnym, i w Tarnopolu objawia się jedynie dużą liczbą umundurowanych osób na ulicach.

Cmentarz Mikuliniecki

Głównym celem naszej podróży był Cmentarz Mikuliniecki w Tarnopolu, który jest bardzo duży i stary. W kilku sektorach zachowało się sporo polskich nagrobków, o które najczęściej nie mogą już dbać potomkowie pochowanych tam osób. Niektóre z nagrobków, te, na których czas zatarł inskrypcje, już na zawsze pozostaną bezimienne. Jedne są w dobrym stanie, inne w gorszym. Niczym niehamowany wzrost cmentarnej roślinności – pnączy, dzikich malin, jeżyn, i wszelakich krzewów – utrudnia często dostęp i źle wpływa na konstrukcje pomników, które są dość duże , okazałe i najczęściej przyjmują postać obelisków.  Naszym zadaniem był pomiar i sporządzenie opisu nagrobka, spisanie inskrypcji i nazwisk osób pochowanych. Przez sześć dni, w upale pracowaliśmy na cmentarzu na rzecz upamiętnienia Polaków mieszkających kiedyś w tym miejscu, by  potem, już w Polsce tworzyć internetową bazę danych wprowadzając do niej informacje zdobyte na miejscu.

Transport

Po pracy na cmentarzu powracaliśmy do hotelu marszrutką, gdzie opłatę za przejazd wnosi się bezpośrednio u kierowcy. W godzinach szczytu, gdy niewielki pojazd wypełnia się szczelnie pasażerami, nawet od tylnych drzwi pieniążki wędrują z rąk do rąk w kierunku prowadzącego pojazd. Reszta wyrusza do kupującego tą samą drogą. Zauważyłam też, że kierowcy chętnie prowadzą swobodne rozmowy z pasażerami. Marszrutki są dla mnie dziwnymi środkami komunikacji miejskiej. Być może te małe i często bardzo zniszczone pojazdy dobrze sprawdzają się na ulicach niedużego miasta. Jednak ich stan techniczny, jak również estetyka wnętrza przeczy wszelkim zasadom bezpieczeństwa drogowego i społecznej higieny.

Autor tekstu: Iza Niemira

Autor zdjęć: Iza Niemira, Jan Rosiak

Związek Polaków

W Tarnopolu działa związek Polaków, który odwiedziliśmy w jego siedzibie podczas pierwszego powakacyjnego spotkania. W niewielkiej salce zebrała się grupa osób w różnym wieku. Pomimo wszechobecnej mody na globalizację ludzie ci znajdują czas i pieniądze na to, by kultywować polskie zwyczaje. Starają się mówić po polsku – przy związku działa biblioteka i szkoła całkowicie finansowane ze składek członkowskich. Determinacja i upór tych ludzi w podtrzymywaniu polskiej tradycji i dążeniu do własnych korzeni wzbudziły mój szacunek. Trzeba bowiem pamiętać, że przez wiele lat takie postawy nie były dobrze widziane przez władze.

Zwyczaj biesiadowania na grobach

Na Cmentarzu Mikulinieckim wciąż dokonuje się pochówków. Dlatego jest to miejsce odwiedzane przez osoby opiekujące się grobami. Ciekawym zjawiskiem jest fakt, że wciąż kultywuje się tam zwyczaj biesiadowania na grobach bliskich. Jednego dnia, podczas przerwy w pracy spotkałam tam cztery kobiety, które przyszły na grób bliskiej osoby w rocznicę jej śmierci. Na płycie nagrobka rozłożyły skromny posiłek, na który składał się chleb, kiełbasa, wędzony boczek z kością pokrojone na porcje bezpośrednio na płycie grobu. Do tego papryka, pomidory, woda mineralna i duża butelka czystej wódki, którą panie piły z plastikowych, małych szklaneczek, przeżegnując się przed wypiciem. Na mój widok alkohol szybko powędrował do torby, lecz po chwili rozmowy kobiety spokojnie rozlały następną „kolejkę”. Zapraszały mnie do tej uczty. Pytały skąd pochodzę i co tutaj robię.  Pozwoliły się fotografować. Pytały, czy nie spotkałam ich bliskich, którzy kiedyś wyjechali do Polski i od tego czasu słuch o nich zaginął. Podczas rozmowy nie potrzebowałyśmy tłumacza. Wszystkie panie dobrze rozumiały po polsku.

Nocleg

Nasz hotel był usytuowany w pobliżu dworca kolejowego. Nocą na tarnopolski dworzec przyjeżdżał bardzo długi pociąg. Rytmiczny stukot kół i gwizd lokomotywy długo i boleśnie rozdzierał ciszę miejskiej nocy. Tylko dwa razy próbowałyśmy spać przy otwartym oknie. Potem zamykałyśmy je, temperaturę pokoju powierzając hotelowej klimatyzacji. Tę drobną niedogodność nocy rekompensował nadchodzący poranek. Możliwość obserwowania wschodu słońca z wysokości piątego piętra była dla mnie dużą przyjemnością, ponieważ na co dzień mieszkam na parterze.

W Tarnopolu świt i zmierzch przychodziły nagle, wzbudzając najpierw moje zdziwienie a potem bezgraniczny zachwyt.  Gdy około 7.30 Słońce wypływało ponad dachy domów, wyłuskując promieniami poszczególne sektory miasta, odbywał się codzienny spektakl poranka – słoneczny reflektor oświetlał kolejno poszczególnych bohaterów teatralnej sceny i podkreślał koloryt miejskiej panoramy. Natomiast późnym popołudniem nisko schodzące ale wciąż ostre promienie słońca powodowały konturowy obraz miasta i nadawały mu zupełnie nie europejski charakter. Magia miejsca…

W dniu wyjazdu z Tarnopola wiedziałam, że mój pobyt tutaj był zdecydowanie za krótki. Nie udało mi się odwiedzić żadnego z muzeów, pobieżnie tylko poznałam topografię okolic naszego hotelu – na zwiedzanie, fotografowanie, czy też kontakty międzyludzkie pozostawał czas po spełnieniu obowiązków na cmentarzu. Nie mogę więc powiedzieć, że znam to miejsce. Trudno też mi określić, jaki jest stosunek Ukraińców do nas, Polaków, co bardzo mnie ciekawi – mój kontakt z Tarnopolanami ograniczony był do codziennej wizyty w sklepie, restauracji i podróży na cmentarz. Więc teraz snuję plany na przyszłość w nadziei, że nie pokrzyżuje ich jakaś niesprzyjająca sytuacja – osobista, czy też polityczna – bo bardzo chcę odwiedzić to miejsce  przynajmniej jeszcze raz.

Niemcy – Brandenburgia i Rugia

Niemcy – Brandenburgia i Rugia

Niemcy

Wybraliśmy się na eksplorację Niemiec, a dokładnie Brandenburgii i wyspy Rugii. Niemcy mają przepiękne tereny wiejsckie. Omijaliśmy większe miasta (oprócz Poczdamu), by dotrzeć do zielonych zakątków, poznając przy tym uroki tamtejszych campingów. Wyjazd ten należał do typowych niskobudżetowych wypadów na kilka dni. Zwiedziliśmy między innymi okolice jeziora Schwielowsee z malowniczymi miasteczkami, gęste lasy z wieloma szlakami pieszymi i rowerowymi, Tierepark z  leśnymi zwierzętami, podziwialiśmy bezmiar jeziora Müritz, by w końcu dotrzeć do bajkowej Rugii z pięknymi plażami i olśniewającymi wioskami.

Jak się tam dostać?

Jechaliśmy z Poznania więc droga w okolice Poczdamu była prosta. Jedziemy trasą E30, czyli nasza A2. W Niemczech również podążamy tą drogą. Mijamy Berlin i zjeżdżamy na 18 wyjeździe („Ferch”). Po około 5 min jesteśmy w miasteczku. My możemy polecić kameralny Campingplatz „Neue Scheune” Ferch. Nie jest nad samym jeziorem, ale bardzo blisko. Cała podróż z Poznania zajęła nam jakieś 4h (przez liczne remonty pod Berlinem).

Ceny

Ceny są oczywiście wyższe, ale nie ma tragedii, bo często standard też jest wyższy.

Noclegi

  • Brandenburgia: na campingu: od 12 – 14 euro/noc (za 2 os./namiot mały/auto), prysznic dodatkowo płatny (ok. 2 euro),
  • Rugia: camping od 16 – 30 euro/noc (za 2 os./namiot mały/auto), prysznice nam trafiły się w cenie na Sund Camp

Paliwo: ceny są nieznacznie wyższe. Za 95 na Shellu płaciliśmy 1,15.

Jedzenie: tu już jest nieco gorzej, bo w barach, kawiarniach kwoty wysokie, ale bez tragedii. Tak, więc za kebab (lub kebap 🙂 ) zapłaciliśmy koło 4 euro (był ogromny). Najlepiej kupować w marketach. Polecamy Kaufland. Naszym nr 1 jest jednak to Karls. Ogromny sklep styizowany na stodołę w amerykańskim stylu. Dodajmy do tego darmowe degustacje, plac zabaw dla dzieci, zjeżdżanie na wycieraczkach, przejażdżkę traktorem i mamy najlepsze miejsce na weekend.

Zwiedzanie:

  • Tierepark – 5 euro (bilet normalny)
  • Kolejka wąskotorowa na Rugii (Potbus – Göhren, w dwie strony) – 12 euro/os.
  • Klify na Rugii – 10 euro/os.
  • Pałac Sanssouci – wiele różnych cen na bilety łączone (ogrody pałacowe są darmowe).

Nasza trasa

Cała trasa nie była specjalnie skomplikowana. Wymaga jednak własnego transportu. Wystrzegaliśmy się autostrad. Jest to dobre rozwiązanie jak przy okazji chcemy obejrzeć lokalne krajobrazy, których z autostrady żadną siłą nie zobaczysz. Niemniej spalanie jest dużo wyższe, a co za tym idzie rośnie koszt wyjazdu. Dodatkowym utrudnieniem są liczne fotoradary i wręcz przesadne przestrzeganie prawa przez Niemców (choć daj Boże, żeby u nas ludzie na drodze byli tak zdyscyplinowani).

Przebieg trasy: Poznań – Ferch – Poczdam – Werder (tu wjazd na autostradę nr 10) – na końcu zmiana na 24 w kierunku Wittstock – zjazd 22 Neuruppin – Tierepark Neuruppin – nocleg …. – Rechlin nad j.Müritz – następnie już 19, aż pod Rostock – potem 105 do samej Rugii.

Rugię przejechaliśmy niemal całą. Omijając jedynie północno – zachodnią część wyspy.

Powrót: z Stralsund trasą E251 do końca – potem 20 na Berlin (UWAGA! na całej trasie nie ma stacji przy autostradzie, każdorazowo trzeba odbijać do miasteczek, ok. 15km. Zatankujcie w Stralsund!) – my zjeżdżaliśmy na Szczecin, ale ekonomiczniej byłoby dojechać do Berliner Ring i odbić na Poznań.