fbpx

Tunezja – kraj piaszczystych plaż, luksusowych kurortów i kolorowych medyn.

Gru 5, 2017Afryka

Tunezja - tytułem wstępu

Tunezja jest to specyficzny kraj, w którym trudno nie odnieść wrażenia, iż potwierdzają się wszystkie zasłyszane o nim wcześniej stereotypy – co nie znaczy oczywiście, że są to stereotypy złe. Jeżeli chcecie się wybrać do Tunezji, być może nieco pomoże Wam ten skromny przewodnik-relacja z wycieczki którą odbyłem w sierpniu 2008 roku w okolice miasta Susa. Należy wziąć małą poprawkę na fakt, iż wyjazd ten odbył się przed znaną już wszystkim polityczną rewolucją w Tunezji, oraz iż w gruncie rzeczy był typowy wyjazd wypoczynkowy „do hotelu”, jednak mimo tego niezbyt ambitnego celu i formuły podróży udało mi się sporo rzeczy zauważyć oraz podpatrzyć. A więc – jak z tą Tunezją?

Jak w życiu i na filmach, ludzie zawsze mając wybór, najpierw chcą wysłuchać wiadomości złych. A więc zacznijmy od, może nie „minusów”, ale od rzeczy na które „trzeba się przygotować”.

Po pierwsze

(I chyba najdziwniejsze) – dziwny zapach. Tak, to dziwne, ale w Tunezji po prostu… jakoś dziwnie pachnie 😀 Jest to fakt o którym najpierw przekonałem się na własnej skórze, a potem o dziwo usłyszałem/przeczytałem od innych. Zapach ten nie jest jakimś przelotnym nieprzyjemnym zapachem, który wynika z tego, że np. kraj mógłby mieć problemy z kanalizacją, bezpiecznym przechowywaniem odpadów czy jeszcze czegoś innego, to po prostu dziwna woń, która sprawia wrażenie, jak gdyby w środku upalnego lata wejść nagle do niewietrzonego przez kilka dni samochodu. To parny, duszny zapach parującej ziemi zmieszanej trochę z …hmm no dobra, cały akapit unikałem tego stwierdzenia, ale jakby z sierścią czy wybiegiem dla kóz czy koni xD xD xD Ok, jak już to już 😀 Moim pierwszym odruchem po postawieniu nogi w drzwiach wyjściowych samolotu był grymas na twarzy i myśl „śmierdzi tu bąkiem, tudzież mokrym koniem” xD

Po drugie

Jest to państwo, którego całe życie skupia się wokół wybrzeża, plaż i hoteli. Jednego z dni chcieliśmy zrobić mały rekonesans poza hotel i dzięki temu dowiedzieliśmy się dwóch, w zasadzie trzech rzeczy 1) Od razu za murami hotelu, odgrodzeni od wody kilkoma piętrami długiego hotelu, temperatura odczuwalna wzrastała o co najmniej 10C’. Byliśmy w szoku, że 200 metrów dalej od wody czuliśmy się, jakbyśmy spadli do jednego kręgu piekła głębiej. Spalona na popiół, czerwona wrząca ziemia parowała powodując, że żar atakował już z każdej strony. W życiu nie czułem takiego gorąca z wyjątkiem fińskiej sauny. 2) Już za samymi murami hotelu krajobraz był, w dużym skrócie, godnym kandydatem do zagrania w trailerze do Mad Maxa. Jedna spękana, dojazdowa droga, na horyzoncie żywego ducha czy też budynku, za to kilka porzuconych wraków, kamienie, piach i krzaki cierniowe 🙂 Po małym wyjrzeniu za róg napotkaliśmy stację benzynową w której strasznie namawiano mnie na kupno koszuli reprezentacji Argentyny Messi’ego i tutaj właśnie rzecz trzecia, lecz na następny akapit 🙂

Medyna w Tunisie

Medyna w Tunisie

Medyna w Tunisie

Medyna w Tunisie

Zostawiajcie napiwek świadomie w widocznym miejscu – zresztą, kto nie dałby małego dinara za tak zwinięte majtki? 🙂

Po trzecie

– I czego w sumie można się było domyślić – targowanie się. Sprzedawca zrobi wszystko, żeby przedstawić ci wszystkie argumenty za tym, abyś coś kupił. Oczywiście po pierwsze, najpierw wywali cenę z czapy, by pod koniec w geście ostatniej szansy zaoferować cenę nawet o 50-60% tańszą. Sytuację taką miałem w stolicy, Tunisie, gdzie na terenie tamtejszej medyny, (czyli starej arabskiej dzielnicy-bazarze), pewien pan usiłując sprzedać wątpliwej jakości okulary przeciwsłoneczne z nalepką adidas, zaczął pewnie i zachęcająco od ceny 100 dolarów(!), by po 1,5-2 minutach odmów i prób ignorowania, z desperackim uśmiechem rzucić propozycją brzmiącą mniej więcej „OK, 1 DOLAR!” 😀 Inna rzecz miała miejsce w pobliżu słynnego muzeum Bardo, w którym nota bene doszło w zeszłym roku do ataków terrorystycznych… Kupując do przekąszenia jakiś batonik, tudzież dwie malutkie paczki ciastek nie miałem odliczonej sumy pieniędzy. Najpierw oczywiście musiałem wytargować cenę (na tą i tak napisaną na produkcie xD ) potem dać całe 2 dinary, gdyż nie miałem wymaganych 1,5. Ze zdumieniem stałem kilka sekund patrząc jak sprzedawca wydaje towar, pieniądze odkłada do skarbonki i… i nic. Być może uznał, że to napiwek. Gdy obydwaj już uzmysłowiliśmy sobie, że coś jest nie tak, zapytałem o resztę. Nie chciał jej wydać i po kilkudziesięciu sekundach patowej sytuacji, zamiast dać resztę, dał trzecią paczkę. Dlatego taka rada, nigdy w krajach arabskich nie dajcie więcej pieniędzy niż macie zapłacić, bo macie jak w banku, że prędzej niż oddać resztę dorzucą wam jakąś rzecz, której nie potrzebujecie i która i tak nie jest tyle warta. P.S.Sama Medyna w Tunisie jest bardzo ładna, a oficjalnie wpisana na listę UNESCO 🙂

Po czwarte

Kolejną rzeczą i ciekawym odnotowania jest fakt, iż już na samym początku opiekunka wycieczki opowiadając nam o warunkach pracy, wynagrodzeniach i płacach w Tunezji wręcz prosiła nas o to, abyśmy jeżeli tylko możemy, zostawiali jakiś napiwek, najczęściej paniom sprzątającym pokoje pod naszą nieobecność. Nie pamiętam o jakich (żałośnie niskich oczywiście) kwotach była mowa, ale jestem prawie pewien, że skromny podarek w wysokości jednego dinara musiał być co najmniej 1/4 zarabianych przez personel pieniędzy i nie wiem, czy nawet nie na dzień (!). Stąd wyłania nam się nieco przykra perspektywa, w której my, wypoczywający z Europy turyści jesteśmy wyręczani i obsługiwani przez osoby, które zarabiają mniej, niż kosztuje pierwszy lepszy drink w plażowym barze. I tutaj również pojawia się ogromna porada – również wskazana przez panią opiekun – aby być pewnym tego co zostawiamy w pokojach! Napiwki zazwyczaj zostawiamy w widocznych miejscach np. na łóżku, lecz siłą rzeczy trzeba być absolutnie przygotowanym na to, iż każdy najmniejsza moneta leżąca na wierzchu, na blacie, na pościeli, na podłodze, na szafce, stole czy na zlewie zostanie potraktowana jako napiwek! Zostaliśmy na to ogromnie uczuleni w autokarze przed przyjazdem do hotelu aż do tego stopnia, że pojawiły się także historie o kradzieżach z szafek i to nie tylko pieniędzy, lecz aparatów, biżuterii i innych dobrach… Nie próbuję Was teraz zniechęcić do przyjazdu do Tunezji twierdząc, że „w pokojach kradną”, lecz uczulam, abyście po 1) Pamiętali, że monety czy banknoty odłożone gdzieś teoretycznie w bezpiecznym miejscu (także w szufladzie przy łóżku) mogą być zwyczajnie, (uczulam – nie skradzione), lecz bez złej woli sprzątaczek, sprzątaczy, personelu, potraktowane jako napiwek. Po 2) Wszystkie cenniejsze rzeczy których nie będziecie potrzebowali podczas wyjścia z pokoju – po prostu,  zamykajcie w swoich torbach. 

Wystarczy marudzenia!

Teraz popiszemy o rzeczach naprawdę fajnych 🙂 Po pierwsze: oczywiście plaże i hotele. Osobiście nie zauważyłem czegoś co nazywane jest „arabskim przelicznikiem gwiazdek”, czyli pewnym zaburzeniem proporcji typu „ich 5 gwiazdek to jak nasze dwie”. Niestety nie pamiętam, ile miał ten w którym przebywaliśmy, jednak lista atrakcji i aktywności którymi można było się zająć była według mnie naprawdę długa. Wymieniając z pamięci – na terenie samego hotelu znajdowały się – wewnętrzny basen; coś na wzór kameralnej, bardzo ładnie urządzonej sali koncertowej, bardziej klubo kawiarni z dużymi kanapami, podestem i masywnym fortepianem; na terenie zewnętrznym mały amfiteatr (kilka z jego stopni na 3 zdjęciu w akapicie „po drugie”) w którym w określonych terminach odbywały się okazjonalne przedstawienia; stół do ping ponga; osobny budynek z naprawdę dobrze wyglądającą dyskoteką (duży parkiet, wygodne kanapy, b.dobre oświetlenie i dźwięk), oczywiście basen zewnętrzny zaraz przy hotelu z klimatycznym barem oraz stanowiskiem DJ-a, który puszczał naprawdę przyjemnie bujające i nie przeszkadzające w niczym wakacyjne nuty 🙂 (Moi rodzice oczywiście stwierdzili, że „Wszystko fajnie, ale tę muzykę to by już mogli wyłączyć” – bo hałas oczywiście :D). Każdego wieczoru w granicach godziny 22:00 odbywały się pewnego rodzaju gry i zabawy prowadzone przez rezydentów, poprzedzane zawsze krótkim wstępem przeznaczonym dla dzieci, w którym było trochę teatrzyku i kukiełek jak i mini gier i zabaw. Potem zostawali dorośli i rodzice, i korzystając z wciąż otwartego baru zasiadali do stolików z sokami, shake’ami, kuflami piwa bądź drinkami coli z miejscową wódką-Boca (drinki polecam, piwo nie 😀 ) Było trochę muzyki oraz dużo zabaw angażujących zebraną publiczność, która było widać, że spędza go naprawdę miło i przez większość czasu z uśmiechem na ustach i to wcale nie przez ciągle otwarty bar 😀 Przy recepcji codziennie wisiała rozpiska z zajęciami sportowymi i ofertą na dany dzień, a były to np. fitness z aerobikiem wodnym w jednym z basenów, siatkówka i koszykówka wodna, a na samej plaży znajdowało się boisko do siatkówki plażowej na której o danych godzinach w dane dni rozgrywane były mecze. Można było także skorzystać z dwóch stanowisk oferujących obowiązkową przejażdżkę na kultowym bananie oraz loty na spadochronie za motorówką – tutaj już wiadomo płatne. Po plaży często przechadzali się panowie podobni do swoich nadbałtyckich kolegów po fachu, tyle że nie oferowali oni piwa ani lodów za pomocą zmyślnych rymowanek, a za to mnóstwo pięknych muszli, pereł, kapeluszy z trzciny, kolorowych chust, także butelek wina, niedużych roślin i małych rzeźb z drewna i rękodzieł. Byli także właściciele wielbłądów, którzy za skromną opłatą oferowali zdjęcie ze swoim pupilem. Policjanci na koniach patrolujący plaże też się znaleźli, choć tutaj nie wiem jak ze zdjęciem 😉 Do tego dużo „stanowisk wegetatywnych” z parasolkami z trzciny oraz kawałek betonowego dojścia na samą plażę, po którym raz po raz przechadzali się kelnerzy, którzy donosili drinki i trunki pod sam leżak skwierczącego już petenta 🙂 Co do asfaltowych płyt – na pierwszy rzut oka też wydało mi się to brzydkie, ale po pierwszym kontakcie z wrzącym piaskiem zrozumiałem, że była to rzecz niezbędna i przydatna. Od tamtej pory przechodząc po plaży zawsze galopowałem w podskokach, by tylko stanąć na pół miliona stopni chłodniejszym betonie 🙂 Tak więc trochę pomarudziliśmy o warunkach poza hotelem, ale jeżeli chodzi o spędzanie czasu w nim samym – jeżeli lubicie wyjechać żeby po prostu w końcu się wyleżeć i wynudzić w hotelu i na plaży – nie powinniście być zawiedzeni 😉

Tekst by Adrian Ardjan Michalak
Monika and Edgar

Monika and Edgar

Travel & migration adviser

A Pole and a Mexican living in Australia. Passionate travelers. On the blog, we talk about emigration and life in Australia and England, as well as in Mexico and Poland, about traveling and intercultural relations.
We also publish a magazine NoWhere Else, about sustainable living and traveling.

YouTube

Sign up with my link and get $20 AUD discount 

Kappa Crew

Choose your new awesome swimsuit and get 25% off with my link.
Download new issue

Improve your English with me

Click on the photo to check courses

New articles 

Apteczka podróżnika – strefa równikowa

Apteczka podróżnika – strefa równikowa

Apteczka podróżnika Apteczka to element niezbędny w podróży. Niezależnie gdzie się wybierasz apteczkę należy zabrać. Niemniej, wybrany kierunek deerminować będzie skład naszej apteczki. Istnieje grupa leków niezbędnych na każdej szerokości i długości geograficznej,...